Ostatnia przepustka, czyli katastrofa kolejowa w Żurawicy

Pijani kolejarze na służbie to od dawna zmora krajowych kolei. Co i rusz słyszymy o dróżnikach pilnujących rogatek na podwójnym gazie, jeszcze na początku XXI wieku były co najmniej dwa głośne zdarzenia z pijanymi maszynistami (Szewce w 2009, Marciszów w 2012 – oba przypadki szczęśliwie bez ofiar w ludziach, ucierpiał tylko sprzęt). Jak niebezpieczne jest pijaństwo osób odpowiedzialnych za ruch kolejowy, pokazuje wypadek z przełomu wieków, który zdarzył się na Podkarpaciu…

Był późny wieczór 10 września 2000 roku. O godzinie 21:40 z Przemyśla Głównego w kierunku Rzeszowa Głównego ruszył pociąg osobowy nr 2026. Skład złożony z dwóch 4-wagonowych zestawów Bhp w malowaniu „jajecznica” prowadził elektrowóz EU07-405 z Zakładu Taboru w Żurawicy. O 21:49 pociąg zatrzymał się właśnie na przystanku w tej miejscowości. Do składu wsiadło dwóch żołnierzy służby zasadniczej z tamtejszej jednostki wojskowej, wyjeżdżających na przepustkę. Udali się oni do kierownika pociągu celem zakupu biletów. Zanim jednak dotarli do czoła składu, ten zatrzymał się przy peronie nr 1 Żurawicy Rozrządowej. Pociąg podjechał do krawędzi po torze 1 – przeciwnym do zasadniczego w kierunku Rzeszowa, gdzie skierowała go załoga nastawni ŻRb. Maszynisty „siódemki” jednak to nie zaskoczyło – w sierpniu bowiem prowadzono prace na torze nr 2 i być może pomyślał, że nie zostały one zakończone.

Do wymienionej stacji z kierunku Jarosławia zbliżał się skład towarowy relacji Zebrzydowice – Medyka, prowadzony przez lokomotywę ET22-589. Miał ułożony przebieg na tor nr 1 i przejechawszy północną głowicę (kierowaną przez dyżurnych ruchu na nastawni ŻRa) wjechał na teren stacji Żurawica Rozrządowa. Znalazł się tam minimalnie wcześniej niż osobowy z Przemyśla.

Kierownik pociągu 2026 po podaniu sygnału odjazdu zajął się wypisywaniem biletów dla przybyłych do niego żołnierzy (mieli oni 20 i 21 lat). W tym czasie maszynista, ruszywszy spod peronu, zauważył światła wjeżdżającego pociągu towarowego. Błyskawicznie zorientował się, że składy są na tym samym torze, więc włączył hamowanie nagłe i salwował się ucieczką do maszynowni. Identycznie postąpił maszynista „brutta”. Nie było jednak szans na wyhamowanie…

W wyniku zderzenia zniszczona została lokomotywa EU07-405, a pierwsza sekcja „piętrusa” przełamała się za pierwszymi od czoła drzwiami, a że wbiła się w lokomotywę – to część z przedziałem służbowym i toaletą została zmiażdżona. Kierownik pociągu jakimś cudem przeżył wypadek, rannych zostało siedem osób. Dla żołnierzy jednak, którzy oczekiwali na wypisanie biletu, ta przepustka okazała się ostatnią w ich krótkim życiu…

Okazało się, że to pociąg 2026 wjechał na zły tor. Dyżurny na nastawni ŻRb źle ułożył drogę przebiegu, a że pociąg towarowy z Zebrzydowic minął już semafory wjazdowe Żurawicy Rozrządowej – nie można było podać sygnału na semaforze zezwalającego na wjazd od strony Przemyśla przy tak ułożonym przebiegu. Załoga nastawni zamiast dociekać, o co chodzi – puściła pociąg pasażerski na sygnał zastępczy (wyłączony z zależności torowej) i to jeszcze bez wskaźnika W24, wskazującego na jazdę po torze przeciwnym do zasadniczego. Czemu tak się stało?

Gdy policjanci, chcąc zebrać zeznania, weszli na nastawnię ŻRb, nikogo tam nie zastali. Jednakże szybko dostrzeżono próbującego się ukryć w pobliskich zaroślach dyżurnego. Został zatrzymany, a ponieważ czuć było woń alkoholu – przebadano go alkomatem. Wynik? 0,97 promila… Komentarz zbędny.

Druga grupa funkcjonariuszy weszła do nastawni ŻRa. Również i tam wyczuwalny był alkohol. Wyniki badania alkomatem były jeszcze ciekawsze – dyżurny miał 2,06 promila, a jego pomocnik – 1,49. W takich okolicznościach nie było pytania, czy, tylko kiedy dojdzie do wypadku…

Pomocnik z nastawni ŻRb sam stawił się następnego dnia na komisariat i zeznał, że także on spożywał tego wieczora alkohol. Nic więc dziwnego, że przebieg został ułożony nieprawidłowo, a do tego puszczono 2026 na zastępczy…

Dyscyplinarka dla dyżurnych i ich pomocników pełniących obowiązki „na podwójnym gazie” to był początek. Ponieważ w spowodowanej przez ich pijaństwo katastrofie zginęło dwóch młodych ludzi, sprawa znalazła się na wokandzie sądowej. Na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Rzeszowie oprócz obu załóg nastawni znalazł się także maszynista pociągu 2026, ponieważ w ocenie prokuratora nie obserwował on w sposób należyty wskazań semafora oraz ułożenia drogi przebiegu, skutkiem czego nie poddał w wątpliwość jazdy po torze przeciwnym do zasadniczego bez włączonego pod semaforem wskaźnika W24. Okolicznością łagodzącą dla zachowania maszynisty była pamięć o pracach torowych miesiąc wcześniej na torze nr 2.

Pierwsze wyroki w tej sprawie zostały ogłoszone 9 stycznia 2002 roku. Załoga nastawni ŻRb dostała wyroki w wysokości 8 i 7 lat pozbawienia wolności. W ocenie sądu podanie sygnału zastępczego bez upewnienia się, czy droga przebiegu na pewno jest wolna i dodatkowo bez podania wskaźnika uprzedzającego o kontynuowaniu jazdy po torze przeciwnym do zasadniczego, w bezpośredni sposób przyczyniło się do katastrofy. Załoga nastawni ŻRa za pełnienie służby w stanie nietrzeźwości otrzymała po 1,5 roku więzienia. Maszynista pociągu pasażerskiego za niedopełnienie obowiązków polegające na uważnej obserwacji semaforów i ustawienia drogi przebiegu przy uwzględnieniu pamięci o pracach torowych z sierpnia otrzymał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.

Ponieważ obrońcy wszystkich oskarżonych wnieśli apelację, a Sąd Apelacyjny w Rzeszowie przychylił się częściowo do wniosków obrony, ostateczne prawomocne wyroki w tej sprawie z 25 kwietnia 2002 roku były następujące:
– załoga nastawni ŻRb otrzymała wyroki w wysokości 7 (dyżurny) i 5 (pomocnik) lat pozbawienia wolności, 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i zajmowania stanowisk związanych z kierowaniem ruchem kolejowym (obaj) oraz nawiązkę w wysokości 2500 zł (obaj);
– załodze nastawni ŻRa utrzymano wyroki po 1,5 roku pozbawienia wolności, ale wykonanie kary zostało zawieszone na okres 2 lat, obaj również musieli zapłacić grzywny w wysokości 2000 zł;
– maszyniście pociągu 2026 złagodzono karę do 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata.

Polska „kultura” picia gdy tylko jest okazja, na kolei zebrała już potężne żniwo. Czerwonka koło Królowej Woli czy Terespol Pomorski przed 1989 rokiem, a po zmianie ustroju Żurawica, wspomniane wcześniej Szewce czy Marciszów to tylko przykłady, że od PRL nic się nie zmieniło. Co chwila słychać o pijanych dróżnikach, dyżurnych ruchu, maszynistach i innych pracownikach kolei. Czy w ogóle jakakolwiek tragedia spowodowana na kolei „po pijaku” skłoni do zawahania się, czy sięgnąć po kieliszek czy butelkę idąc na służbę czy też w trakcie służby? Sądząc po tym, co dzieje się na drogach i ilu pijanych kierowców wciąż łapie drogówka, nie wspominając o tym ile wypadków powodują kierowcy na „podwójnym gazie” – chyba i na kolei nie ma co liczyć na zmiany, skoro zaostrzanie kar i coraz większa ich egzekfowalność nic nie daje. Zawsze znajdzie się ktoś, komu wódka odbierze rozum. I kolejni pijani kolejarze, licząc że „nikt się nie zorientuje”, będą powodować katastrofy. Chyba że polska mentalność w końcu się zmieni, ale na to bym nie liczył.

O autorze

Urodzony w Jeleniej Górze, obecnie mieszkający na Pomorzu. Komunikacją miejską interesuję się od wczesnego dzieciństwa, ale moim "konikiem" są pociągi i mojego autorstwa najczęściej będą artykuły związane z żelaznymi drogami i taborem tam kursującym.