Tragedie w transporcie publicznym

„Tragedie w transporcie publicznym” to cykl artykułów dokumentujących dramatyczne wydarzenia w komunikacji miejskiej, autobusowej i kolejowej — od wypadków, przez awarie mechaniczne, aż po katastrofy zbiorowe. Teksty łączą rzetelne badanie przyczyn zdarzeń z opowieściami o ich skutkach, przypominając o konieczności bezpieczeństwa, pamięci i wyciągania wniosków na przyszłość.

Pokazuje: 1 - 6 z 17 artykułów

Zapowiadanie telefoniczne na „odwal się”, czyli najechanie pociągu pasażerskiego na towarowy w Warszówce

Dzisiaj Marcin Czech przybliży nam – bodaj jako pierwszy po Kuracyji – mało znane zdarzenie z Warszówki niedaleko Góry Kalwarii. Jednostka wypuszczona z Osiecka w wyniku całej serii zaniedbań najechała na stojący pod semaforem odstępowym pociąg towarowy. Jak wielkie niedbalstwo odkryto w wyniku tego wypadku oraz jaki numer odwalił monter działkowy w Osiecku zaraz po zdarzeniu – wszystkiego dowiemy się z tego artykułu.

„Bo to złe wstawki hamulcowe były”, czyli zderzenie pociągów w Świnnej

W większości przypadków trzymanie się przepisów pozwala na uniknięcie tragedii. Czasem jednak zdrowy rozsądek nakazuje coś innego niż przepisy. Zimą 2005 roku w Beskidzie Żywieckim miała miejsce właśnie taka sytuacja, w której instrukcje musiały ustąpić przed trzeźwą oceną sytuacji, dzięki czemu nikt nie zginął, a straty były wyłącznie materialne. A wszystko przez kompozytowe wstawki hamulcowe wykonane z niewłaściwego materiału…
Marcin Czech opisał tą nerwówkę w Beskidzie Żywieckim oraz nieudolną próbę obrony wstawek hamulcowych z materiału FR502. To była swoją drogą pierwsza jego styczność z serią „Czarne dni kolei” autorstwa Pawła „Kuracyji” Makowca i w swoim materiale posiłkował się głównie filmem opisującym to zdarzenie.

Awantura na nastawni, czyli zderzenie pociągu z lokomotywą w Jabłonowie Pomorskim

Mimo wyraźnych wytycznych w przepisach zdarzało się ich olewanie. Marcin Czech, posiłkując się najnowszym materiałem Pawła „Kuracyji” Makowca, opisał skutki takiego olewatorstwa w Jabłonowie Pomorskim w 1990 roku. Czy awantura w nastawni wystarczyła, żeby osoby decydujące o bezpieczeństwie na krajowej sieci kolejowej się obudzili? Sądząc po przyczynach innych wypadków, które wydarzyły się później – nie bardzo…

Gdy dyżurny nie ogarnia, czyli katastrofa kolejowa w Suszu

Problemy zdrowotne osób odpowiedzialnych za ruch kolejowy mogą spowodować tragedię. Tak właśnie stało się w Suszu niedaleko Iławy.
Opisujący tę tragedię w jej 40-tą rocznicę Marcin Czech, podobnie jak Paweł „Kuracyja” Makowiec, mieszkańcy Susza i inni świadkowie tego wypadku, nie wierzą, że w zniszczonej lokomotywie i spalonych pierwszych wagonach zginęły tylko cztery osoby…

Ostatnia przepustka, czyli katastrofa kolejowa w Żurawicy

Zaciekawiony wrzuconym do materiału filmowego Kuracyji o katastrofie w Żurawicy zdjęciem zniszczonej lokomotywy, Marcin Czech wysłuchał, co miał do powiedzenia Paweł Makowiec o zderzeniu pociągów tamże, po czym poszukał także innych informacji o tym wypadku. Gdy wczytacie się, dlaczego dwaj jadący na przepustkę żołnierze z tamtejszej jednostki wojskowej stracili w wyniku tej katastrofy życie, nie zdziwicie się zbulwersowaniu naszego kolejowego redaktora…

Semafor 94 radzieckiej blokady liniowej, czyli katastrofa kolejowa w Warszawie – Ursus

10 lat po katastrofie pod Otłoczynem, w mglisty poranek 20 sierpnia 1990 roku, zdarzyła się kolejna tragedia, która odebrała życie 16-tu osobom. Tym razem katastrofa miała miejsce w Warszawie, a konkretniej na terenie osiedla Ursus. Ekspres „Silesia” wbił się w pociąg osobowy będący protoplastą dzisiejszych „Karkonoszy”. Marcin Czech opisuje, dlaczego w stolicy i to jeszcze na linii z Samoczynną Blokadą Liniową doszło do najechania ekspresu na osobowy. Ani on, ani nikt inny o zdrowych zmysłach, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego katastrofa w mieście stołecznym przez 34 lata nie miała godnego upamiętnienia ofiar. Gdyby nie upór Pawła Makowca „Kuracyji” (który sam był zaskoczony, że w tym miejscu w ogóle doszło do takiego wypadku), być może po dziś dzień ofiary katastrofy wołałyby o pamięć. Czy komuś zapomnienie katastrofy z Ursusa było na rękę?