Seria Wąskim torem przez Polskę wraca i tym razem znalazła się w zaskakującym regionie kraju. Dla mnie to miejsce wyjątkowe, bo ten skrawek Polski pokochałem niemal dekadę temu i nie wyobrażam sobie urlopu bez chociaż chwili właśnie w tych górach. Dziś znikamy w Bieszczady, by przejechać się malowniczą leśną kolejką, a obecnie tak naprawdę produktem regionalnym, który co roku bije rekordy frekwencji.
W przeciwieństwie do większości sieci ta wąskotorówka nie powstała, by prowadzić regularny przewóz pasażerski, przynajmniej na samym początku. To zupełnie inny rodzaj przewozów, obsługa budowanych przedsiębiorstw, transportu towarów, a zwłaszcza drewna – to była jej domena. Budowę protoplasty Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej zainaugurowano w 1890 roku z inicjatywy przedsiębiorców drzewnych pochodzących z Wiednia i Budapesztu. Pierwszy odcinek (24 km) przeprawiono z Nowego Łupkowa do Cisnej (Majdanu), a więc tam gdzie do dnia dzisiejszego znajduje się główne zaplecze techniczne BKL. Otwarcie nastąpiło w styczniu 1898 roku, wkrótce więc będziemy obchodzić 130-lecie kolejki. Tabor składał się z 3 parowozów Krauss i ponad 50 wagonów towarowych produkowanych w pobliskim Sanoku. W pierwszych latach XX wieku wraz ze wzrostem zapotrzebowania na transport drewna, linię zaczęto przedłużać w kierunku wschodnim, aż do miejscowości Kalnica, a następnie w kierunku tzw. worka bieszczadzkiego. Jednak co ciekawe każdy z tych odcinków należał do innego prywatnego właściciela (z osobnym przedsiębiorstwem), oczywiście miały one połączenie. Z terenu Austro-Węgier, kolejka trafiła w 1914 i 1915 roku na krótko pod zabór rosyjski, a następnie ponownie pod ten Austriacki. Po zakończeniu działań wojennych I wojny światowej kolejka stała się własnością PKP, a nieco ponad 20 lat później Niemcy przekuli jej rozstaw z 760 mm na 750 mm toru, ale tylko w części długości.
Kolejna rozbudowa BKL miała miejsce już w latach 50. i 60. XX wieku, kiedy kolejka stała się ponownie rodzima, a wyludnienie Bieszczad powoli odchodziło w zapomnienie. Zbudowano odcinek na północny zachód do miejscowości Rzepedź, przez Smolnik, Duszatyn i Prełuki oraz na wschód do Moczarnego. Dopiero począwszy od 1963 roku rozpoczęto przewozy pasażerskie z prawdziwego zdarzenia (wcześniej zdarzały się pojedyncze połączenia osobowo-towarowe). Pociągi prowadziły oczywiście parowozy, najczęściej Px48 i Kp4. Za to w następnym dziesięcioleciu nastąpił drastyczny spadek przewozów towarowych. Stało się tak, dzięki powolnemu ucywilizowaniu tego regionu Karpat. Drogi i dukty nie były już tak wąskie i niedostępne, a zatem chętniej używane przez transport samochodowo-ciężarowy. Wagony kłonicowe do przewozu drewna traciły na znaczeniu. Długość całkowita linii wynosiła 75 km, co przy dość trudnym terenie wydaje się liczbą bardzo przyzwoitą. Dzięki rozmaitym modernizacjom torów, BKL mocno różniła się od stanu z początku XX wieku. Na początku lat 80. parowozy zostały zastąpione przez nowe lokomotywy Lyd2. Niewiele wcześniej dostarczono wagony osobowe. Tylko te towarowe najczęściej pochodziły z lat 50.
W 1991 roku nastąpiło zawieszenie stałych przewozów pasażerskich, został tylko szczątkowy (chwilowy) ruch turystyczny. Rok później dzięki staraniom Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei, Bieszczadzka Kolejka Leśna została objęta ochroną konserwatorską. Uznano ją za dobro kultury. W porównaniu do innych regionów kraju, to wyjątkowo wczesne działanie. Do rejestru zabytków wpisano torowisko, stacje i przystanki oraz część taboru: 3 lokomotywy, 8 wagonów osobowych i 30 towarowych. Razem z wpisem, działano formalnie. 11 kwietnia 1995 roku odbyło się w Krośnie pierwsze zebranie informacyjne poświęcone powołaniu Fundacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, a działania skutecznie zakończono w lipcu 1996 roku. Rok później przywrócono ruch turystyczny od Majdanu do Przysłupia. W 1999 roku trasa była już dłuższa, wiodła przez malowniczą, położoną przy granicy Balnicę do Woli Michowej. Na początku XXI wieku rozwój kontynuowano, a pociągi z turystami dojechały aż do Smolnika. Pod względem przejezdności kilometrów boom trwał krótko. Z powodu pogarszającego się stanu podkładów już w 2009 roku linię zachodnią skrócono tylko do Balnicy. Przez kolejne 10 lat można było dojechać do Przysłupia, jednak osuwisko skutecznie kilka lat temu skróciło połączenie tylko do Dołżycy.
Perełką BKL jest niewątpliwie zgromadzony tabor. Oprócz czynnych 4 lokomotyw Lyd2, to dwa parowozy, które odzyskały swój blask:
- Ty (Las) 1884, nr fab. 4967, wyprodukowany w 1956 roku dla Cukrowni Kruszwica, od 2003 roku w Cisnej, w 2019 roku po naprawie głównej w Chabówce przywrócony do ruchu;
- Kp4-3772, wyprodukowany w 1957 dla Cukrowni Kruszwica, od 2011 roku w Cisnej, w 2021 roku po naprawie głównej w Chabówce przywrócony do ruchu.
Są także Wls150, Wls180, Wls75, nieczynne Kp4, Lxd2 i wiele pojazdów taboru pomocniczego. Wraz z rozwojem bieszczadzkiej turystyki, kolejka była zmuszona do inwestycji, przede wszystkim w kierunku obsługi masy pasażerów. Rozbudowana stacja w Cisnej (Majdanie), wiata z ekspozycją taboru, parkingi, potężna liczba wolontariuszy i pracowników, łatwość zakupu biletów, także przez kanały komunikacji elektronicznej, możliwość zwiedzania samej stacji. Dla mnie najbardziej osobliwe miejsca na BKL to opuszczone rozbudowane stacje (ładownie) z nieczynnym taborem (klonice, cysterny) oraz malowniczy tor wyciągowy z mnóstwem perełek, wychodzący ze stacji w Majdanie.
Bieszczadzka zwija się zasięgiem, a jednocześnie modernizuje? Co to znaczy? Taki nietypowy układ można zauważyć od dobrych kilku lat. Ogranicza się relacje na których można spotkać pociągi. Przysłup, Dołżyca, Cisna, a więc powolne odpuszczenie kierunku wschodniego, to taka rysa na szkle. Na zachód także stagnacja: Żubracze, przepiękna Solinka i Balnica. Choć turystów przybywa w kolosalnym tempie. W 2020 roku byłem mocno zdziwiony jak we wrześniowy weekend odprawiano 4 pociągi pełne pasażerów, kilka lat później taka liczba była już po prostu śmiesznie mała.
A dlaczego Bieszczadzka się modernizuje? Formalnie 6 czerwca 2024 roku w Majdanie, na stacji głównej doszło do podpisania umowy dotyczącej realizacji projektu pn: Karpackie kolejki wąskotorowe – podróż śladami karpackich kolejek leśnych. Realizacja jest możliwa dzięki wsparciu Unii Europejskiej w ramach programu Interreg. Drugim partnerem projektu po stronie ukraińskiej jest Rada Wsi Wyhoda. Po stronie Polskiej oznacza to finansowanie: rekonstrukcji i rozbudowy istniejącego budynku parowozowni w Majdanie z przeznaczeniem na budynek usługowo-turystyczny, budowy trasy turystycznej w koronach drzew o długości prawie 400 m, remontu 2 km torów w okolicach Dołżycy, zakupu 26 drezyn rowerowych z przeznaczeniem na trasę Majdan – Dołżyca, urządzenia warsztatów transgranicznych i wizyt zapoznawczych. Całkowita wartość projektu to 4 300 000 zł (w tym ponad 3 800 000 zł z UE).
Nie uważacie, że mało tutaj dążenia do przywracania przejezdności? Oczywiście powiecie, że produkt turystyczny by był atrakcyjny, musi być ciągle rozwijany. Ale czy to właściwy kierunek? Drezyny zamiast pociągów relacyjnych prowadzonych parowozami? Cóż, przemawia przeze mnie duch miłośnika kolejek. Bieszczady i BKL jednak polecam. Nigdzie w Polsce nie znajdziecie takiej tajemniczości, życzliwych ludzi, flory, fauny, szlaków turystycznych, pięknych widoków i motywów fotograficznych. Podobno w Bieszczady się jedzie i potem ciągle wraca. To prawda. A jak już tam będziecie to przejdźcie istniejący odcinek do Balnicy na pieszo. Naprawdę warto. To kolejowe miejsce gdzie nie musicie się spieszyć.















