Witamy Was w kolejnej odsłonie naszych wywiadów z ciekawymi ludźmi związanymi z transportem. Dzisiaj w serii „Człowiek z pasją” przed Wami Leszek Hofman. Leszek jest pasjonatem modelarstwa transportowego i opowie Nam o swojej pasji.
1. Kiedy zaczęła się Twoja pasja związana z motoryzacją i transportem?
– Nie potrafię określić przybliżonego okresu od kiedy to wszystko się zaczęło. Od dziecka pamiętam, że to głównie autobusy mnie „kręciły”. Naprawdę nie mam nawet pojęcia kiedy to we mnie wstąpiło, zatem najtrafniejszą odpowiedzią będzie stwierdzenie, że się już z tym urodziłem.
2. Czy ktoś w Twojej rodzinie pracował w transporcie?
– Nie znałem nikogo w rodzinie, kto miałby jakikolwiek związek z transportem publicznym. To się zmieniło w minionej dekadzie, kiedy mój brat postanowił wstąpić w szeregi Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie, zostając kierowcą autobusu.
3. Wiem, że masz bardzo ciekawą kolekcję modeli, którą tworzysz samodzielnie od dawna. Powiesz Nam coś o tym projekcie więcej? Od jak dawna się tym zajmujesz?
– Największą frajdę zawsze sprawiały mi zabawki w formie autobusu. Sięgając pamięcią do tych zamierzchłych czasów PRL-u, najchętniej bawiłem się zdalnie sterowanym autobusem Odra (nie pamiętam niestety okresu kiedy był sprawny na kablu), potem doszły dość spore modele autobusów Berliet PR100. Były to zabawki początkowo wykonane z twardego plastiku z oknami, późniejsze już były mniej budżetowe. Najlepiej wspominam jednak już fachowo wykonane modele w skali 1:72, a były to modele Sanoka 09 i Jelcza Mex-a. Tak właśnie budowała się we mnie pasja do modelarstwa. Nim zająłem się bardziej profesjonalnie modelarstwem, początki bywały różne. Początkowo jako dziecko rysowałem na kartce autobus od strony wejść, potem dorysowywałem dach, do tego ścianę przeciwną, przód i tył, kolorowałem, wycinałem i sklejałem. Tak powstawały moje pierwsze modele, a były one z wiadomego powodu po prostu nietrwałe. Jednakże budowa ich sprawiała mi satysfakcję i wolałem tworzyć te proste modele do zabawy, gdyż w miarę możliwości zachowywałem ich jednolitą skalę i mogłem tego naprodukować ile dusza zapragnie. W późniejszym okresie, a były to wczesne lata 90-te, pojawiła się możliwość zakupu profesjonalnych i plastikowych modeli autobusów w skali 1:87 (znana również jako skala H0). Pierwszym tego typu modelem był autobus marki Neoplan Jetliner, wyprodukowany przez firmę Majorette, a zaraz za nim zakupiłem model piętrowego MAN-a SD202 produkowanego przez firmę Wiking. Od tego zaczęła się przygoda ze zbieraniem modeli autobusów. Owszem w międzyczasie sam wziąłem się za modelarstwo tekturowe z wykorzystaniem folii samoprzylepnej, dzięki której modele nabierały swojej kolorystyki. Te jednak budowałem w skali 1:68 i powstało ich kilka sztuk, a były nimi zarówno modele Jelczy, Autosanów, jak i Ikarus 411, DAB 7-1200L, różne MAN-y i Neoplany. Nie kolidowało to jednak z pasją do kolejnictwa i zbierania także modeli kolejowych w skali H0. Nie było jeszcze wtedy modeli wagonów i lokomotyw w barwach PKP, toteż przygodę z kolejką zakończyłem gdzieś w 2001 roku. Modele autobusów w tej skali jednak skupowałem co pewien czas całkiem regularnie z myślą, że kiedyś, kiedy mój warsztat modelarski będzie na tyle rozwinięty aby sobie z tym poradzić, przerobię je w znacznej części na modele w barwach polskich przewoźników. Modeli własnej produkcji w skali 1:68 przez ostatnią dekadę zbudowałem może 3 sztuki. Zabrakło weny twórczej, a i produkt końcowy w pełni nie okazał się tak trwały jak tego oczekiwałem. Te modele podczas każdej próby transportu „obrywały”, co zdecydowanie zniechęciło mnie do dalszych prac nad nimi. Poza tym od pewnego czasu rynek zalała słynna kolekcja autobusów PRL-u, którą jak najbardziej posiadam, a część z nich już nawet otrzymała stosowne kalki. W 2017 roku przypadkiem natrafiłem w Internecie na grupę modelarzy kolejowych, dzięki której ponownie powróciłem do modelarstwa kolejowego, a to za sprawą szerokiej dostępności do pojazdów szynowych naszego narodowego przewoźnika PKP, a w szczególności dostępność modeli z IV epoki kolejnictwa w Polsce. Kolekcja modeli kolejowych z roku na rok dynamicznie rosła, wypierając kolekcjonowanie autobusów. Na potrzeby własne stworzyłem także dioramę dworca kolejowego fikcyjnego polskiego miasteczka, a skoro powstał dworzec kolejowy, obok nie może zabraknąć i dworca autobusowego, skoro tych modeli posiadam dość sporo. Za nim jednak rozpocząłem budowę dworca PKS, postanowiłem spróbować sił w przeróbce modeli autobusów, tak aby spełniały moje oczekiwania, czyli je spolszczyć. Pierwszy próbny model miejskiego MAN-a nie do końca się udał. To dość stary model i użyto do jego produkcji słabych materiałów, które po latach przy próbie obróbki po prostu pękają. Powalające są też koszty projektu kalkomanii. Jej cena potrafi niekiedy gigantycznie przewyższyć wartość samego modelu (przypadek Setry S215 HD w barwach PKS Gryfice, gdzie sam model dziś można już nabyć za 35-40 zł, natomiast koszt projektu i druku kalkomanii, to minimum 200 zł). Tak, na rynku są dostępne kalkomanie, które można nabyć już za przysłowiową „dychę”, ale nie zawsze są one tak opracowane, jak chciałbym aby były.
4. Dlaczego akurat taka tematyka? Co takiego spowodowało, że zainteresowałeś się modelami autobusów i ich samodzielną przeróbką?
– W zasadzie odpowiedź na to pytanie zawarłem w poprzednim, to uzupełniając je muszę powiedzieć, że powodzenie projektu spolszczenia znacznej ilości mojej kolekcji autobusów jest możliwe dzięki opanowaniu przeze mnie komputerowych programów graficznych, których wciąż się uczę, testuję i badam. Na chwilę obecną nie mam potrzeby zakupu sprzętu, który ułatwiłby mi drukowanie na bieżąco potrzebnych mi detali do wykonania modeli, projektuję je z wyprzedzeniem dopasowując projekt do modelu aktualnie znajdującego się „na warsztacie”, a wydruki zlecam profesjonalistom. Jak wspomniałem wyżej, zawsze miałem w planach spolszczenie kolekcjonowanego przeze mnie taboru, nie całego rzecz jasna, ponieważ mam w zbiorach modele autobusów, które pozostaną w swoich oryginalnych barwach, co nie zmienia faktu, że i tak kiedyś wjadą na warsztat, choćby w celu pomalowania wnętrza, czy wstawienia wewnątrz tablicy kierunkowej, figurki kierowcy, czy pasażerów. Prędzej, czy później dostanę się do wnętrza każdego z posiadanych modeli, a to już nastąpiło.
5. Czy Twoja kolekcja zabiera dużo prywatnego czasu?
– Sama kolekcja nie wymaga poświęcania czasu, w zasadzie modele ukończone trafiają do wykonanych przeze mnie pudełek (okresowo do gabloty). Nie wszystkie modele, które kupiłem posiadały oryginalne pudełko. Często te z drugiej ręki miały braki w postaci wycieraczek i lusterek, a tym bardziej brak pudełka. To wszystko trzeba jakoś dorobić. Oryginalne pudełka nie są mi potrzebne ze względu iż większość nie przewiduje możliwości przechowywania w nich modelu wraz z doklejonymi lusterkami. Te pudełka mają różny rozmiar i to zajmuje dość sporą część miejsca, w którym modele są przeze mnie magazynowane. Zdaję sobie sprawę, że model z oryginalnym pudełkiem ma inną wartość niż ten który tego opakowania nie posiada. Zawsze tak jest w modelarstwie, z tym, że ja jeśli o modele autobusów chodzi nie dbam o to. Taki przerobiony profesjonalnie model i tak już ma dużo wyższą wartość rynkową niż miał w chwili zakupu, a ja nie mam zamiaru wyprzedawać swojej kolekcji. Ładne i zgrabnie zaprojektowane pudełko zastępcze w razie potrzeby przecież można wykonać samemu. Poza tym ilość modeli autobusów w skali 1:87, jakie posiadam wręcz wymuszają na mnie zmianę sposobu ich magazynowania. Niekiedy nie tyle znajomi, co nawet żona pytają mnie ile jeszcze tak naprawdę mam tych autobusów? W zasadzie, to zawsze odpowiadam inaczej, ale nigdy nie przekraczam setki. Szczerze? Nawet na potrzeby tego wywiadu nie podam faktycznej liczby, gdyż sam jej nie znam. Generalnie wiem, co mam, w sumie chyba każdy model w miarę pamiętam i kojarzę, nigdy ich jednak nie liczyłem, a i nigdy szczerze nie podałem przybliżonej ich ilości, nawet Wam w tym wywiadzie jeżeli powiem tak strzelając w ciemno, że mam ich łącznie jakieś 150 sztuk, to nie wymieniłbym nawet połowy. Wiele modeli jest zdublowanych, jak dla przykładu stary model autobusu piętrowego MAN SD200. Takich mam kilka, a każdy ma inny na sobie nadruk naniesiony przez producenta. Znajdzie się kilka Ikarusów 260, 280, sprinterów, transitów itp… itd… Na wszystko przyjdzie czas i pora, każdy otrzyma jakiś konkretny przydział. Skupiam się na pracy wyłącznie na swoje potrzeby, acz wieści się rozchodzą i poza modelami „dla siebie”, wykonałem już ponad dwadzieścia sztuk autobusów na zamówienie (w chwili obecnej do wykonania mam ich jeszcze 12), co nie było jakimś dla mnie obciążającym wykorzystaniem czasu prywatnego z uwagi na fakt, że w 70. procentach przypadków w tym samym czasie analogicznie do modelu na zamówienie drugi taki sam wykonywałem dla siebie. Czy dużo czasu poświęcam na modelarstwo? Uważam, że tak, ponieważ to mnie uspokaja, sprawia satysfakcję. Lubię gdy z niczego, powstaje coś konkretnego, z czego jestem zadowolony. Bywa, że poświęcam całe dnie i noce na tworzeniu. Niestety nie mieszkam w dużym domu i nie posiadam stosownego pomieszczenia warsztatowego, co wymusza odkładanie pewnych prac modelarskich na inne terminy. Skutkuje to tym, że kilka modeli przez pewien czas znajduje się w stanie totalnego rozkładu. Na szczęście ich części są odpowiednio przechowywane aby niczego przy tym nie pogubić, a zdarzało się.
6. Czy wystawiałeś swoje zbiory na spotkaniach pasjonatów, zlotach i innych eventach?
– Grono odbiorców jeżeli chodzi o tematykę modelarstwa autobusowego jest w naszym kraju niewielkie. Owszem są organizowane zloty miłośników modułowych makiet kolejowych w skali właśnie 1:87, ale głównym tematem takich zlotów, a przy okazji prezentacji kunsztu modelarskiego szerokiej publiczności jest przede wszystkim kolej. Jeżeli gdzieś pojawia się motyw związany z komunikacją autobusową, to stanowi on jedynie dodatek do całości prezentowanego krajobrazu na makietach modułowych i ewentualnie umieszczone tam modele zwykle są to modelami autobusów produkowanych seryjnie, jakie można kupić w sklepie modelarskim, bądź na aukcjach internetowych. Modele przerobione własnoręcznie, także się pojawiają, ale są to póki co pojedyncze sztuki w postaci przemalowanych Jelczy „ogórków”, a już obecnie coraz częściej składane i malowane przez modelarzy drukowane modele 3D o których jeszcze wspomnę. Wracając do pytania, nie prezentowałem wcześniej na żywo swoich modeli. Po pierwsze modele, które wykonywałem sam od podstaw nie lubią transportu. To dość duże modele i bez odpowiedniego zabezpieczenia, którego nie posiadam wymagały by remontu, a niestety jeżeli wewnątrz coś by się odkleiło, oderwało, to raczej nie ma możliwości naprawy. Modele plastikowe w skali 1:87? Nic nadzwyczajnego, po prostu modele autobusów w barwach zachodnich przewoźników lub z nadrukowanymi reklamami najczęściej w języku niemieckim. Polskiemu odbiorcy nic nie mówiące. Tych modeli z naszym krajowym akcentem wszak aż tak wiele „seryjnie” nie wyszło by jakoś specjalnie zachwycić publiczność (to jednak się zmienia i dzięki kilku organizacjom, na naszym rynku pojawia się coraz więcej modeli ogólnodostępnych właśnie z polskim akcentem, co bardzo cieszy, bo przecież wiele osób czeka właśnie na takie modele). Autobusy w skali 1:72 znanego wydawnictwa już na tyle zalały rynek, że wręcz się przejadły. Teraz może jeszcze za wcześnie na prezentację moich modeli, ponieważ jest ona dopiero na etapie wstępnym, ale w 2026 roku liczba spolszczonych przeze mnie modeli w skali 1:87 z pewnością przekroczy liczbę pięćdziesięciu sztuk. Wówczas prezentacja na żywo ma już jakiś sens.
7. Który przedmiot z Twojej kolekcji jest dla Ciebie najcenniejszy, najciekawszy i dlaczego?
– Jest ich wiele. Ciężko tak wskazać jednomyślnie taki przedmiot. Każdy zgromadzony ma swoją odrębną historię bardziej lub mniej sentymentalną, każdy model wykonany własnoręcznie jest traktowany przeze mnie z szacunkiem. To niekiedy wiele godzin poświęconej pracy, włożonego „serca”. Ciężko jest wskazać taki przedmiot, lub model. Na pewno jest ich wiele z uwagi na pewne sentymenty związane ze wspomnieniami. Zdecydowanie przynajmniej wśród modeli autobusów mniejszą wartość sentymentalną ma dla mnie model Neoplana N116 z PKS Gorzów Wielkopolski, którego na żywo nigdy nie widziałem, a model Jelcza PR110D Lux w barwach PKS Warszawa, którego jeszcze nawet nie zacząłem składać. Powodów jest wiele, zwykle czas który się z danym przedmiotem, modelem kojarzy. Dobry czas, ten do którego z przyjemnością sięgam pamięcią. Który jest z kolei najciekawszy? To też trudny dylemat. Musiał bym kiedyś to publicznie wystawić, wówczas mógłbym określić to na podstawie zainteresowania.
8. Który z projektów już zrealizowanych był dla Ciebie najtrudniejszy?
– Najtrudniejsze projekty, to te które sam musisz zaprojektować, sam wymierzyć, przeskalować, wyrysować, poskładać. To są najtrudniejsze projekty. Model Jelcza 120MM z MZA Warszawa w skali 1:68 wykonany jak się nie mylę z dekadę temu. Obecnie modele z wykorzystaniem technologii druku 3D. Wymagają sporo precyzji i delikatności z uwagi na delikatny materiał z którego druk jest wykonany, a przy tym z uwagi na ich koszt w zakupie.
9. Jakie masz plany czy marzenia związane ze swoją kolekcją?
– Plany są dalekosiężne, w chwili pojawienia się drukarek 3D wzrasta liczba osób zajmujących się drukiem bardzo profesjonalnie zaprojektowanych modeli (nie tylko autobusów). Obecnie ilość dostępnych na rynku modeli autobusów w technologii 3D z miesiąca na miesiąc wzrasta i są to modele, na które jest największe zapotrzebowanie, nie żadne Setry, Neoplany, czy Bussingi, a właśnie te z minionej epoki znane z naszych polskich miast: Autosany, Jelcze, Sanosy, Sany, TAM-y, Zemuny itp. Niestety ich cena jest dosyć wysoka, a sam ich zakup nie oznacza, że jesteś posiadaczem wyjątkowego modelu. Można oczywiście zamówić złożony i pomalowany produkt, jednak jego cena już może niektórych przerazić. To są właśnie moje kolejne plany do realizacji, a niektóre z tych projektów już są w fazie montażu (Osinobus na podwoziu ciężarowego Stara i Jelcz PR110I to modele 3D już ukończone).
10. Czy myślałeś nad tym by w internecie pokazywać swoje zbiory na prywatnej stronie?
– Jakieś dziesięć lat temu utworzyłem stronkę na znanym portalu społecznościowym: „Komunikacja publiczna w miniaturze” odnośnie, której miałem ambitne plany. Skończyło się na kilku postach publikowanych z częstotliwością raz na dwa, nawet trzy lata i zebraniu około tysiąca polubień. W kwietniu 2025 roku zawiesiłem jej funkcjonowanie ze względu na brak mojego zainteresowania w prowadzeniu tego typu przedsięwzięcia. Nie zależy mi na ilości łapek w górze, komentarzach i wyświetleniach, poza tym poruszając się w sieci po kilku tematycznych grupach odnoszę wrażenie, że nie jest to jakaś specjalna dyscyplina modelarska przyciągająca uwagę tysięcy osób, co w gruncie rzeczy zajmowało by tylko niepotrzebnie mój czas i poświęcenie na prowadzenie tego tematu. Poza tym starałem się nie wychylać zbytnio z prezentacją modeli, gdyż potem spotykam się z prośbami o wykonanie na zlecenie modeli. Jak w każdej branży, jedni pytają poważnie i dochodzi do realizacji, a znaczna część tylko pyta, jest niezdecydowana, a czasami zostajesz z modelem, gdyż klient zapada się pod ziemię. Nie mówię, że w ogóle nie zamierzam tego typu zleceń przyjmować, jednak w tej chwili nie na szeroką skalę. Skupiam się przede wszystkim na swoich modelach, a co będzie w przyszłości, czas ujawni. Zawieszając działanie Komunikacji publicznej w miniaturze jednocześnie startuję z zupełnie innym projektem na Facebooku o nazwie „Zajezdnia 1/87”. Aktywacja projektu już nastąpiła, a pierwsza prezentacja modelu nastąpi z dniem 1 maja 2025 roku. Nie nastawiam się na ilość lajków, wyświetleń i udostępnień. Po prostu jeżeli ktoś się przypadkiem zjawi na tej stronce niech sobie popatrzy, może ktoś rozpozna autobus, którym na co dzień dojeżdżał do pracy, do babci, wujka, ciotki, a może i nawet ujrzy model konkretnego autobusu, który kiedyś osobiście prowadził na trasie (już się z taką osobą w sieci spotkałem).
11. Czy jakaś instytucja obecnie wspiera Twój projekt?
– Odpowiem zwięźle: Nie, żadna instytucja poza instytucją zwaną dalej żoną, moich projektów na obecną chwilę nie wspiera. Żona tak, wspiera. Szczególnie darzy sympatią moje modele kolejowe, do których też potrafi się „dorzucić”. Natomiast autobusy? Autobusy już mniej. Autobusy są w naszym mieszkaniu dosłownie wszędzie…
Rozmawiał Aleksander Koch.
Dziękujemy bardzo za rozmowę. Życzymy całą redakcją powodzenia i trzymamy kciuki.








