katastrofa

Pokazuje: 1 - 6 z 9 artykułów

Gdy dyżurny nie ogarnia, czyli katastrofa kolejowa w Suszu

Problemy zdrowotne osób odpowiedzialnych za ruch kolejowy mogą spowodować tragedię. Tak właśnie stało się w Suszu niedaleko Iławy.
Opisujący tę tragedię w jej 40-tą rocznicę Marcin Czech, podobnie jak Paweł „Kuracyja” Makowiec, mieszkańcy Susza i inni świadkowie tego wypadku, nie wierzą, że w zniszczonej lokomotywie i spalonych pierwszych wagonach zginęły tylko cztery osoby…

Semafor 94 radzieckiej blokady liniowej, czyli katastrofa kolejowa w Warszawie – Ursus

10 lat po katastrofie pod Otłoczynem, w mglisty poranek 20 sierpnia 1990 roku, zdarzyła się kolejna tragedia, która odebrała życie 16-tu osobom. Tym razem katastrofa miała miejsce w Warszawie, a konkretniej na terenie osiedla Ursus. Ekspres „Silesia” wbił się w pociąg osobowy będący protoplastą dzisiejszych „Karkonoszy”. Marcin Czech opisuje, dlaczego w stolicy i to jeszcze na linii z Samoczynną Blokadą Liniową doszło do najechania ekspresu na osobowy. Ani on, ani nikt inny o zdrowych zmysłach, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego katastrofa w mieście stołecznym przez 34 lata nie miała godnego upamiętnienia ofiar. Gdyby nie upór Pawła Makowca „Kuracyji” (który sam był zaskoczony, że w tym miejscu w ogóle doszło do takiego wypadku), być może po dziś dzień ofiary katastrofy wołałyby o pamięć. Czy komuś zapomnienie katastrofy z Ursusa było na rękę?

25 godzin na służbie, czyli katastrofa kolejowa pod Otłoczynem

Niby wszyscy wiemy, co stało się w lesie między Otłoczynem a Brzozą Toruńską o świcie 19 sierpnia 1980 roku. Pociąg towarowy ruszył z Otłoczyna bez zezwolenia, zanim informacja dotarła do Brzozy Toruńskiej – przez ten posterunek przejechał opóźniony osobowy z Torunia do Łodzi Kaliskiej i wskutek zderzenia ginie na miejscu 65 osób. Czy jednak na pewno wiemy wszystko o tym wypadku? Zainspirowany dostępnymi źródłami oraz dwoma materiałami Pawła „Kuracyji” Makowca Marcin Czech chyba w wielu z nas zasieje ziarno niepewności, czy aby na pewno słusznym było robienie przez 45 lat z prowadzącego pociąg towarowy Mieczysława Roschka cwaniaka, który chciał więcej zarobić. Powiemy tylko, że – podobnie jak w ubiegłorocznym opisie wypadku pod Korzybiem – bardzo mocno oberwało się władzom krajowych kolei…