Przez wiele miesięcy na łamach Historii Transportu Publicznego mieliście i nadal macie okazję dzięki znakomitej wiedzy oraz trafnym źródłom wybranym przez kolegę Marcina, rozsmakować się w artykułach dotyczących kolei normalnotorowej, tej dużej, wywołującej fascynację, specyficzne odgłosy i ratująca tych, którzy swojego auta nie posiadają.
Jak pewnie dobrze wiecie, funkcjonuje od wielu lat jej niepozorna i tajemnicza siostra – kolej wąskotorowa. Niemniej ważna, przydatna i ratująca wiele regionów. Kilka tygodni temu przyszło mi na myśl, by tę która jeszcze została na ziemiach polskich – przybliżyć Wam w miarę możliwości. Na ile starczy sił i wiedzy – mam nadzieję, że na długo!
W Europie drewniane drogi wąskotorowe zaczęły być stosowane na przełomie XV i XVI wieku. Najczęściej w zakładach przemysłowych, kopalniach, gdzie szerokość, a raczej oszczędność gruntu miała duże znaczenie. Pierwszą wąską linię publiczną z regularnym rozkładem otwarto na terenie Czech i Austrii około 1830 roku. W Polsce taka powstała na Górnym Śląsku w 1851 roku. To wycinek późniejszej GKW. W krótkim czasie małe koleje powstawały w zasadzie na prawie wszystkich kontynentach. Głównymi pomysłodawcami budowy byli przedsiębiorcy, władze lokalne, powiaty, sejmiki. Zakładano wówczas spółki i inne podobne twory, które po zebraniu odpowiedniej sumy pieniędzy, składających się z wkładu własnego udziałowców rozpoczynały budowę wąskich i dojazdowych torów. Najczęściej odbywało się to schematycznie: tor łączył miasto z koleją normalnotorową – z miejscowością mniejszą, ale po drodze z dużą ilością przystanków, nawet kosztem poprowadzenia linii dość skomplikowanie i nie naturalnie.
Pod koniec XIX i na początku XX wieku najliczniej wąskie koleje powstawały w zaborze pruskim. Do 1915 roku były to aż 22 sieci różnego rozstawu 600, 750 i 1000 mm. Oprócz tego powstawały liczne (kilkaset!) koleje obsługujące cukrownie, zakłady przemysłowe i duże majątki. Zabór rosyjski zyskał niecałe 10, a austriacki jeszcze mniej. W okresie I wojny światowej kolej jako środek transportu wojsk była nieodzowna, budowano je w celu dowozu zaopatrzenia oraz wywozu dóbr konsumpcyjnych, a nawet grabieży drewna i innych atrakcyjnych materiałów.
Zatrzymajmy się w okolicy lat 1913-1914. Na pierwszą część krótkiej opowieści o polskich kolejach wąskotorowych wybrałem Kaliską Kolej Dojazdową. Wówczas zarząd Towarzystwa Akcyjnego Cukrowni w Zbiersku podjął decyzję o budowie kolei o rozstawie 750 mm. Wspomniany zakład będzie kojarzony z „Kaliską” do czasów dzisiejszych, był i jest ważnym symbolem kolejki, nawet gdy obecnie formalnie nie istnieje. Fizyczne prace przy budowie linii rozpoczęto wiosną 1914 roku w rejonie miejscowości Rożdzały. Pierwszy przebieg? Zbiersk – Opatówek to ponad 23 km, wraz z niewielkim odgałęzieniem z Żelazkowa do miejscowości Russów. W ciągu kilku kolejnych lat I wojny światowej, m. in. wojska niemieckie przedłużyły linię do Kalisza, a po wojnie (już nie wojska) także do miejscowości Turek. Przed 1920 rokiem kolej liczyła już ponad 57 km. Po kolejnych 4 latach wąski tor wychodził już ze Zbierska w… 4 kierunkach. Te nowe to kolej przemysłowo – gospodarcza do Kucharek i w drugą stronę do stacji Gliny. Rozwój więc był niemal natychmiastowy, KKD liczyły wówczas około 70 km i 24 miejsca obsługi podróżnych. Szybko pojawiła się jednak tzw. sinusoida. Kolejkę (nie tylko tą naszą – omawianą) w latach 30. XX wieku dopadł poważny kryzys, tak jak i całą Europę. Wówczas funkcjonowała jako Kalisko-Turecka Kolej Powiatowa.
W 1949 roku została przejęta przez PKP. Im dalej od wojny, tym większe były perspektywy do rozwoju. Kaliską Kolej Dojazdową (tak się wówczas nazywała) rozbudowano po raz kolejny. Pomogła budowa elektrowni Adamów w Turku. Rozszerzono tam stację, zwiększono ilość kursujących osobówek, wykonano też bocznicę. Przewozy towarowe w latach 60 i 70. były na wysokim poziomie. Kłopotliwe przeładunki towarów między systemami torów, zastąpiono transporterami. Po dodatnim okresie, rozpoczął się okres kombinacji, transformacji, a z nim spadek popytu na kolej. Znikał ruch osobowy, wraz za nim towarowy. W 1991 roku na Kaliskiej Kolei zawieszono pociągi pasażerskie, w latach 1994-97 rozebrano boczny odcinek do Kalisza. Przewóz towarów na transporterach dogorywał jeszcze do 2001 roku.
Polskie koleje wąskotorowe dzielą się na dwie nieoficjalne kategorie. Takie, które już po formalnej likwidacji Kolei Dojazdowych na przełomie wieków już się nie podniosły i takie dla których znalazł się ratunek w postaci stałego zainteresowania samorządów, Towarzystwa Miłośników lub prywatnej firmy. Kaliska miała to szczęście i z perspektywy ponad 20 lat widać, że wyszło to na dobre. Po przejęciu przez samorząd nowym operatorem zostało Stowarzyszenie Kolejowych Przewozów Lokalnych. W 2002 roku wznowiono ruch pociągów, początkowo turystycznych, a od lipca towarowych. Rok później przewozy towarowe poszły w górę do tego stopnia, że codziennie były potrzebne przynajmniej trzy lokomotywy Lxd2 o numerach 290, 304 i 328. Przewożono cysterny, wagony kryte, węglarki różnej maści. Zbudowano wąską bocznicę do zakładów Swedwood w Turku. Po kilku latach opłacalność, ale też stan techniczny kolejki zaczął się dawać we znaki. Zdarzały się jeszcze przewozy w 2011 roku, ale to była już smutna granica. Zaprzestano wówczas przewożenia wagonów normalnotorowych. W 2013, 2014 i 2015 roku odbywały się okazjonalne jazdy, przeważnie z okazji WOŚP i wakacji (choć przez chwilę jeszcze codziennie!). W listopadzie 2015 roku Powiat Kaliski przejął na własność Kaliską Kolej Dojazdową z przeznaczeniem na cele transportowe. Od tego momentu zaczął się utrzymywać niewielki raczej stały ruch pociągów. W 2017 roku realizowano przewozy tylko na odcinku Zbiersk – Petryki, w 2018-2019 z kolei korzystało około 10 000 turystów rocznie. Czas kilku ostatnich lat to już naprawdę konieczne remonty. Pamiętajmy, że oprócz wymiany i naprawy torowisk, konieczne jest też utrzymanie infrastruktury pasażerskiej i technicznej. To kolosalne pieniądze. Po pandemii i odbiciu ruchu turystycznego, w 2023 i 2024 wykonano potężne prace między Zbierskiem a Złotnikami Wielkimi (odległość 8 km). Zastosowano tam nowoczesne podkłady strunobetonowe, które na wąskim torze nie są stosowane często. W obecnym roku poddano takiemu samemu remontowi odcinek Złotniki – Goliszew (kolejne prawie 2 km). Plany są śmiałe i obejmują część kolejki do Żelazkowa, wraz z tamtejszą infrastrukturą jeszcze w tym roku. Ja trzymam mocno kciuki, by ten remont ruszył.
Równocześnie z torami, SKPL remontuje posiadany tabor. W 2024 roku prowadzono ruch za pomocą lokomotyw Lxd2-303 oraz Lyd1-250. W obecnym roku do atrakcji dołączono po remoncie mały parowóz. To Las49 o numerze 4968 z 1956 roku, pracujący dawno temu w Cukrowni Brześć Kujawski (pod numerem 7), następnie w Austrii i Czechach. Niesamowita i rzadka historia. Przeprowadzono też naprawy P5 wagonów typu Bxhpi (2024) oraz „letniaków” (2025). Stacja w Zbiersku też odżywa, piękne tory, świeży peron, wagon, który ma służyć jako kawiarnia. Nakłady są potężne i trzeba liczyć, że KKD nie zginie. Oprócz zakupionego parowozu kolejka posiada obecnie pojazdy:
- Lxd2-287, 289, 290, 303, 304, 312 i 314
- Wagon motorowy MBxd2-216
- Parowóz Px48-1726
- Tabor techniczny obejmujący wózek motorowy, transportery, pług
- Wagon normalnotorowy serii Es
W lipcu i sierpniu 2025 roku w soboty dla trakcji spalinowej obowiązywał rozkład 4 kursów ze Zbierska przez Petryki, Złotniki do Goliszewa w godz. 13:00-19:10, natomiast w niektóre niedziele 4 kursy ze Zbierska do Petryk były prowadzone parowozem (na krótkim odcinku ze względu na brak możliwości dopompowania wody) w godzinach 14:00-18:40. Jak zapowiada SKPL we wrześniu 2025 podróże będą bardzo zbliżone funkcjonalnością.
Urywek linii prowadzącej donikąd, pośrodku pól Wielkopolski. Daleko do prawdziwego ruchu turystycznego w górach, nad morzem, w Krakowie czy w Warszawie. Bo przecież pierwotne przeznaczenie Kaliskiej Kolei Dojazdowej nie było turystyczne. Kiedy w czasach pierwszej wojny światowej montowano tory między Opatówkiem a Turkiem, myślano głównie o przewozach towarowych do byłej cukrowni. Tym bardziej plus, że komuś kolokwialnie mówiąc – chce się! Zwłaszcza, że czasami dostaje się kłody pod nogi. Samorząd regionalny Wielkopolski w lutego b.r. stwierdził np. że nie zamierza finansować kursów regularnych na trasie ze Zbierska do Opatówka. Są autobusy, prosty wygodny przejazd i w ogóle. Oczywiście. A ja ze swojej strony zapraszam do Zbierska we wrześniu. Zwiedzcie zakątki okolic Kalisza. Tam jest naprawdę malowniczo. Ja na pewno wrócę w przyszłym roku.













