Człowiek z pasją – Wiesława Fobke

„Historia Transportu Publicznego” to redakcja, która otwarta jest na nowe pomysły, wyzwania oraz kontakty. Współpraca w branży transportowej, szczególnie w temacie historii, jest dla nas bardzo ważna. Cieszymy się bardzo, gdy możemy poprzez naszą stronę oraz media społecznościowe przedstawić Wam kogoś wyjątkowego, nietuzinkowego, a czasem i jedynego w swoim rodzaju. Dlatego powstała seria wywiadów pt. „Człowiek z pasją”, gdzie gościmy ciekawe osobistości ze świata transportu. Dzisiaj naszą Gościnią jest Wiesława Fobke, pierwsza kobieta w Polsce, która zawodowo jeździła autobusem komunikacji miejskiej.

Historia Transportu Publicznego (A.Koch): Witaj w naszych skromnych „progach”. Jest mi niesamowicie miło gościć Cię na łamach mojej strony. Dziękuję bardzo, że przyjęłaś zaproszenie i znalazłaś chwilę czasu by spotkać się z naszymi czytelnikami. Zacznę od pytania, które zadawano Tobie dziesiątki razy, ale wybacz… muszę zapytać. Co sprawiło, że zainteresowałaś się transportem miejskim?

WF: Urodziłam się i wychowywałam w czasach, kiedy komunikacja miejska była najważniejszą formą przemieszczania się ponieważ posiadaczy samochodów osobowych było bardzo mało. Jako dziecko spędzałam dużo czasu z moim tatą, który był miłośnikiem motocykli, a dla mnie wielkim autorytetem. Moje zainteresowanie pojazdami zaczęło się więc od motocykli, a z czasem poszło w kierunku większych pojazdów. Na moje dalsze decyzje zawodowe wpływ mieli też znajomi, z których wielu pracowało w komunikacji miejskiej. To z nimi spędzałam każdą wolną chwilę chłonąc od nich wiedzę na temat trolejbusów i autobusów. Jeden ze znajomych instruktorów pozwalał nawet mi jeździć trolejbusem nauki jazdy. Z moją wiedzą teoretyczną i praktyczną postanowiłam, że po maturze będę robić to co da mi satysfakcję… czyli podejmę pracę jako kierowca trolejbusu.

HTP: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z komunikacją miejską? 

WF: Był rok 1978, w którym, z założenia, skierowałam swoje kroki do ówczesnego WPKGG w Gdyni (skr. Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Gdańsk-Gdynia – przyp.red.), aby złożyć podanie o przyjęcie mnie na kurs kierowców trolejbusowych. Niestety w tym czasie takiego nie planowano, więc zaproponowano mi stanowisko dyspozytora. I tak 1 czerwca 1978 r. stał się datą rozpoczęcia mojej przygody z komunikacją. Wykonywałam z pasją swoje obowiązki, jednocześnie cierpliwie czekając na informacje o rozpoczęciu naboru na kurs. Upragniony nadszedł dopiero w 1979 roku. Postanowiłam błyskawicznie zgłosić się na egzamin jako ekstern. Po zdanym egzaminie podjęłam dodatkową pracę, oprócz służby dyspozytorskiej, jako kierowca w wymiarze 1/2 etatu. Łącznie pracowałam na półtorej etatu. W 1984 roku zrobiłam uprawnienia instruktora nauki jazdy i szkoliłam przyszłych kierowców trolejbusów.

HTP: Opowiedz, bardzo proszę, jak to się stało, że mogłaś oficjalnie zasiąść za kierownicą autobusu komunikacji miejskiej… przecież Ty przetarłaś szlaki dla wielu kobiet, które dzisiaj z powodzeniem pracują w tym zawodzie i z każdym rokiem jest ich więcej.

WF: Mierzyłam jednak wyżej. Jako dyspozytor miałam dostęp do autobusów, więc jeździłam nimi po bazie, czasem podprowadzałam je kierowcom, czasem wstawiałam na kanał przeglądowy do hali warsztatowej, a z chwilą powstania tzw. „mini-bazy” przy dworcu w Gdyni, przeprowadzałam na nią autobusy z bazy chowając włosy pod służbową czapką. Jak ja to lubiłam!!! Autobus to było to!!! Tak narodziła się myśl: „dlaczego nie autobus?”. Nie muszę pisać ile odmów usłyszałam. Ktoś z decydentów musiał mi udzielić odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego nie?” Zaczęłam pytać ministrów, wysyłałam pisma nawet do ówczesnego Pierwszego Sekretarza PZPR (skr. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza – przyp.red.) w Warszawie. Niestety odpowiedzi były negatywne, a uzasadnienie irracjonalne. Zobaczcie sami, to oryginalny cytat z tych pism: „Ultradźwięki z silnika wysokoprężnego szkodzą kobiecie na rozwój rozrodczy”. Nikt nie „zafunduje” kursu osobie, która, wg powszechnego mniemania i nastawienia, nie jest przydatna do zawodu. Nie poddałam się. Przestudiowałam jeszcze raz przepisy i doszłam do wniosku, że mogę zrobić kategorię D (wówczas to była „jedynka” – przyp.red.) ponieważ spełniam wszystkie warunki. Dopiero z gotowym prawem jazdy mogłam walczyć o zatrudnienie jako kierowca. Przystąpiłam do egzaminu państwowego, gdzie nastąpiła konsternacja, że kobieta, że jak to tak można? Niestety dla egzaminatorów, a na moją korzyść, musieli przyznać mi rację, że spełniam wszystkie warunki potrzebne do uzyskania uprawnień. Kiedy już byłam szczęśliwą posiadaczką pozwolenia do prowadzenia autobusów (prawa jazdy kat. D) znalazłam prywatnego przewoźnika, który, nie patrząc na przepisy ówczesnego kodeksu pracy, zatrudnił mnie do pracy na linii nr ’86’ w Rumii (co ciekawe, linia po Rumii kursuje po dziś dzień – przyp.red.). Szybko zorientowano się, że kobieta prowadzi autobus i spotykałam się z sympatią, zrozumieniem pewnej grupy osób, która pomogła mi i wspierała w mojej drodze zawodowej. Jedną z rzeczy, które dla mnie zrobiła to, dla przykładu, wystąpiła z oficjalnym pismem do Urzędu Rady Ministrów z propozycją zmiany przepisu o zawodach wzbronionych kobietom. Prace ruszyły i doczekałam się. W 1995 roku mogłam legalnie zasiąść za kierownicą autobusu.

HTP: Czy u Ciebie w rodzinie były tradycje pracy w transporcie miejskim? Pytam, bowiem u mnie tak właśnie było… wujek pracował jako kierowca autobusu przez prawie 25 lat czym zaszczepił we mnie tą chęć jeżdżenia autobusem…

WF: Mijały lata pracy w komunikacji a mi przyświecało takie motto: „Tu się zawodowo urodziłam i tu zakończę mój zawodowy żywot”. Miałam też wsparcie ponieważ w branży pracował również mój brat, który zaczynał od szkoły przyzakładowej. Wujek był kierowcą autobusu, dwóch kuzynów również było kierowcami, a mąż mojej siostry był mechanikiem więc w domu często tematem rozmów była komunikacja. Mogę śmiało rzec, że mam komunikacyjną rodzinę.

HTP: Gdybyś spróbowała porównać… czy łatwiej prowadzi się trolejbus, autobus miejski czy autokar turystyczny? Jakie wskazałabyś najistotniejsze różnice?

WF: Pracując u różnych przewoźników ma się możliwość porównania stopnia trudności wykonywanej pracy, warunków w jakich się pracowało, czy poziomu satysfakcji. Myślę, że ja robiłam to co lubiłam i bez względu na warunki dawałam sobie świetnie radę. Starałam się nie narzekać. Oczywiście, że w tamtych latach najmniej wdzięczna była praca kierowcy trolejbusu, choćby z tego względu, że drążki zbiorcze często wypadały z sieci, a naciąg ich był ok. 18 kg. Częsta wymiana wkładek w odbierakach prądu albo naciąganie linki do bębna nie raz w czasie deszczu. Autobus daje wolność, możliwość poruszania się bez ograniczeń.

HTP: Co dawało Tobie największą radość pracując w transporcie miejskim?

WF: Nie byłabym sobą gdybym spoczęła na laurach. Byłam „dzieckiem” komunikacji, ale ciekawiły mnie trasy międzynarodowe. Tak zaczęłam nową przygodę obsługując zagraniczne wycieczki i linie międzynarodowe. Wielką radość sprawiały mi podróże takimi autokarami jak EOS, VAN HOOL, DAF,  Setra i inne. To jest taka moja duma, że jeździłam tyloma różnymi modelami autobusów.

HTP: Czy zgodzisz się z tezą, że kierowcą autobusu miejskiego, trolejbusu czy motorniczym tramwaju powinna być osoba, która o tym zawsze marzyła?

WF: Często myślę o sobie „dziecko komunikacji”. Tak jak wcześniej napisałam zaczęłam „przygodę” z komunikacją, która trwała do emerytury. Uważam, że byłam stworzona do tej pracy i czerpałam z niej mnóstwo satysfakcji. W powierzony mi sprzęt wkładałam mnóstwo pracy, dbałam o to aby autobus był sprawny i czysty. Myślę, że jest to zawód specyficzny i aby go wykonywać z zadowoleniem trzeba jednak być pasjonatem albo nauczyć się czerpać z niej radość.

HTP: Czy będąc kierowcą autobusu miejskiego w Gdyni miałaś jakieś marzenia dotyczące tej pracy, które udało się spełnić? Czy to było poprowadzenie przegubowego „ogórka” czy Ikarusa na linii?

WF: Mogę powiedzieć, że spełniłam się jako kierowca. Mam tą satysfakcję, że prowadziłam autobusy np. Ikarusy czy Jelcze, których wielu innym kierowcom już nie będzie dane spróbować poprowadzić bo to już jest historia. Często słyszę pytanie: „Nie tęsknisz?” „Nie ciągnie cię do jazdy?” Owszem ciągnie. Niestety stan zdrowia nie pozwala mi wrócić do tego zawodu, ale to nie znaczy, że nie mogę robić czegoś innego. Nadal jestem związana z komunikacją miejską robiąc badania marketingowe w autobusach w różnych miastach Polski dla pewnej firmy consultingowej z Gdyni. Cieszę się, że poznaję nowych, fajnych ludzi, chociażby takich jak Ty, ciekawych i z wielką pasją.

HTP: Jakie są, wg Ciebie, największe wady bycia zawodowym kierowcą autobusów? Pytam, bowiem sam pracując jako dyspozytor w zajezdni spotykam wiele młodych wiekiem, i nie tylko, osób, które przychodzą do tego zawodu. Czy sądzisz, że Ci „nowi” zdają sobie sprawę z trudów tej pracy?

WF: Zawód kierowcy komunikacji miejskiej to przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za pasażerów, innych uczestników ruchu drogowego oraz za drogi powierzony sprzęt. Jest to nocne wstawanie i wychodzenie do pracy, kiedy w innych domach jeszcze nawet światła się nie zapalają. To podejmowanie pracy po nieprzespanej nocy bo pies sąsiadów ujadał, bolał ząb czy dziecko płakało. To przepracowane niedziele i święta kiedy inni uczestniczą w rodzinnych obiadach. To przygotowywanie i wsiadanie do zimnego autobusu zimą i radzenie sobie w upale, kiedy klima nie daje rady schłodzić. To roszczeniowi pasażerowie do których trzeba mieć anielską cierpliwość i inni uczestnicy dróg dla których autobus to zawalidroga. Trzeba lubić tą pracę żeby nie dać się kryzysom które dopadają kierowców. Od kiedy pamiętam, rotacja pracujących w tym zawodzie zawsze była duża. Z zewnątrz ta praca wygląda tak: Siedzi, kieruje, ma ciepło, radio mu gra, fizycznie właściwie nic nie robi, fajna praca!!! Nic bardziej mylnego. Kierowca ma wiele innych obowiązków przed wyjazdem jak i na trasie. W czasie jazdy zaś oczy musi mieć dookoła głowy. Niestety, jak się potocznie mówi, prokurator rękę trzyma na ramieniu. Niewielki błąd, chwila zawahania, mocniejsze hamowanie i już można sobie narobić kłopotów. Ja swoją przygodę już zakończyłam. Pozostały mi wspomnienia, które są dla mnie bardzo cenne. Mówi się, że kiedy robimy to co lubimy to jest to pasja a nie praca. Wszystkim kierowcom życzę aby ich praca była doceniona, spokojna i obfitowała w życzliwość ludzką.

HTP: Dziękuję Tobie bardzo, że poświęciłaś nam swój czas. Życzymy dużo zdrowia i spełniania kolejnych marzeń.

O autorze

Założyciel strony. Od dziecka pasjonat historii autobusów, tramwajów, trolejbusów i kolei. Od 2010 roku związany z warszawskimi MZA. Początkowo kierowca, później inspektor, a dzisiaj dyspozytor. Twórca kolekcji przedmiotów pod nazwą "Historia Transportu Publicznego", która liczy już 6000 sztuk tablic z nr linii i kierunkiem jazdy.