Człowiek z pasją: Konduktor Przemek
Witamy Was w kolejnej odsłonie naszych wywiadów z ciekawymi ludźmi związanymi z transportem. Dziś w serii „Człowiek z pasją” przed Wami Przemysław Brych, znany wszem i wobec jako „Konduktor Przemek”.
Kiedy zaczęła się Twoja pasja związana z transportem i pracą na kolei?
Byłem skazany na kolej od dziecka. Mój tata pracował na kolei – był kierownikiem pociągu. Dziadkowie również byli związani z koleją – jeden był dyżurnym ruchu, a drugi sokistą. Kilku wujków też pracowało na kolei, więc można powiedzieć, że kolej przewijała się w moim życiu z każdej strony.
Jednak takim przełomowym momentem, kiedy naprawdę zacząłem się nią interesować, było spotkanie z kolegą z pracy, mojego taty. To on jeszcze bardziej zaraził mnie kolejową pasją. Wtedy zacząłem się zastanawiać, jak można byłoby usprawnić transport kolejowy w moim mieście – w Cieszynie, który był wtedy bardzo wykluczony komunikacyjnie właśnie przez brak dobrej oferty kolejowej.
Czy ktoś w Twojej rodzinie pracował w tej branży?
Jak już widać – udało mi się odpowiedzieć na to pytanie powyżej. W mojej rodzinie na kolei pracowało naprawdę dużo osób. Jednak nie nazwałbym tego rodzinną tradycją, bo sporo członków mojej rodziny pracuje poza koleją. Tylko niektórzy – że tak powiem – „się wykoleili”.(śmiech)
Wiem, że jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Czy możesz nam przybliżyć, na czym polega Twoja aktywność i dlaczego wybrałeś tę drogę?
Moja aktywność polega głównie na przybliżaniu ludziom pracy na kolei. Gdy mój tata był czynny zawodowo, ten zawód nie był tak dostępny – nie pokazywano, jak naprawdę wygląda praca kierownika pociągu czy konduktora. W latach 90. kolej była bardzo zamknięta, nie promowała się, a wręcz się zwijała. Ludzie nie byli zachęcani, by przychodzić do pracy na kolei – tworzyło to takie zamknięte koło.
Co ciekawe, moje konto powstało w zupełnie innych okolicznościach. Kiedy pracowałem w poprzedniej firmie kolejowej jako kierownik i konduktor, córka mojej koleżanki z pracy namówiła mnie, żebym założył profil na Facebooku i opowiadał o zawodzie kierownika pociągu czy konduktora.
Niewielu już pamięta, ale kiedyś istniał taki profil „Konduktor PKP Intercity” – można powiedzieć, że to był protoplasta mojego obecnego konta. Ja jednak zacząłem prowadzić go w nieco inny sposób, z własnym stylem i pomysłami.
Dziś osiągnąłem już taki poziom, że nie nudzę się prowadzeniem profilu. Pokazuję, jak wygląda moja codzienna praca, tłumaczę, jak zacząć karierę na kolei i z czym to się wiąże. Chcę też pokazywać, że kolej to nie tylko tory i pociągi, ale przede wszystkim ludzie – fajni, zaangażowani, z pasją.
Czy Twój obecny pracodawca wspiera Cię w tej działalności?
Tak, jak najbardziej. Mój obecny pracodawca bardzo mnie wspiera. Dzięki temu, że POLREGIO jest firmą ogólnopolską, moje zasięgi znacznie wzrosły.
Nie mogę też powiedzieć, że poprzedni pracodawca mnie nie wspierał – wręcz przeciwnie, również był przychylny wobec tego, co robiłem. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy w województwie zmieniła się władza. Wtedy zaczęło się coś w rodzaju „polowania na czarownice” – niektórym politycznym decydentom nie podobało się to, że jestem rozpoznawalny i że pokazuję kolej w sposób niezależny.
Wtedy postanowiłem poszukać nowego miejsca, które pozwoli mi dalej się rozwijać, promować kolej i ludzi, którzy ją tworzą. Bo mój profil to nie tylko autopromocja – chodzi mi o promowanie kolegów i koleżanek z pracy, którzy też chcą pokazywać, jak wygląda nasza codzienność i jak wiele daje ta praca.
Czy Twoja pasja zabiera Ci dużo prywatnego czasu?
Zależy, jak na to spojrzeć. Kiedy przyszedłem do POLREGIO i poczułem powiew nowości, uznałem, że trzeba to wykorzystać. Wtedy naprawdę dużo wolnego czasu poświęcałem na promowanie kolei i mojej pracy.
Teraz trochę odpuściłem – nie dlatego, że mi się nie chce, tylko dlatego, że nie chcę się wypalić. Mam już swoją markę, więc nie mam potrzeby ciągłego zwiększania zasięgów. Chcę mieć też więcej czasu dla siebie, na odpoczynek i życie poza koleją.
Czy poza mediami społecznościowymi prowadzisz jakieś inne aktywności związane z koleją?
Tak, oczywiście. Kto mnie zna, ten wie, że udzielam się bardzo kolejowo – ale nie o wszystkim piszę na Facebooku. Wiele rzeczy robię poza mediami społecznościowymi.
Czasem to są rzeczy bardziej zauważalne, a czasem zupełnie nie. Przykładowo – prowadzę lekcje w szkołach i przedszkolach, spotkania z seniorami, wykłady i zajęcia o historii kolei czy o podróżach pociągami. To bardzo przyjemna część mojej działalności, bo daje mi kontakt z ludźmi i pozwala zarażać pasją innych.
Powiedz nam, tak od siebie – co pięknego jest w kolei?
Najpiękniejsza w kolei jest zmienność. Nie ma dwóch takich samych dni – każdy dzień jest inny, każda służba wygląda inaczej. To jest coś, co sprawia, że ta praca nigdy się nie nudzi.
Poza tym polska kolej bardzo się rozwija – idzie do przodu w imponującym tempie. Ja wychowywałem się w czasach, kiedy kolej była w odwrocie, a dziś przeżywam czasy jej prosperity. I naprawdę fajnie jest na to patrzeć – widzieć, jak się zmienia, unowocześnia i staje coraz bardziej atrakcyjna dla pasażerów.
Gdybyś miał możliwość wyboru, zmieniłbyś coś w swojej drodze zawodowej?
Tak – jedyne, co bym zmienił, to to, że od razu poszedłbym do szkoły średniej związanej z koleją. Ja najpierw zacząłem pracować, a dopiero później się doszkalałem i uczyłem tego zawodu. Teraz zrobiłbym to odwrotnie – najpierw nauka, potem praca.
Jakie masz plany lub marzenia związane ze swoją pasją i pracą?
Trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość. Na razie konkretnych planów nie mam – rozwijam się tam, gdzie jestem.
Ostatnio, oprócz bycia konduktorem i kierownikiem pociągu, zostałem również dyspozytorem w małopolskim zakładzie mojej firmy. Na razie to w pełni mnie satysfakcjonuje. Chciałbym się dalej rozwijać w tym kierunku, a potem – zobaczymy, co czas przyniesie. Nauczyłem się, że warto konsumować życie „małymi łyżkami”.
Czy będą kolejne części Twojej książki?
Nawet dziś ktoś mnie o to pytał! Czy będą kolejne części? To się okaże. Nie chciałbym powtarzać w książkach tego, co już było – chciałbym pisać coś nowego, świeżego. A do tego potrzebne są nowe doświadczenia i inspiracje z pracy.
Na razie mam pomysł na coś zupełnie innego – na horror kolejowy! Myślę, że po wydaniu obecnej książki zabiorę się właśnie za ten projekt.
Wiemy, że praca z ludźmi bywa trudna. Czy te „ciemne strony” sprawiają, że czasem zastanawiasz się, czy to wszystko ma sens?
Praca z ludźmi jest naprawdę ciężka – czasem po prostu człowieka wykańcza, nawet jeśli pasażerowie nie robią tego świadomie. Wystarczy jedno nieprzemyślane pytanie czy komentarz i można stracić równowagę.
W moim przypadku dodatkową trudnością była rozpoznawalność w sieci. Stałem się osobą publiczną, a to niestety przyciągnęło uwagę polityków. Nie wszystkim podobało się to, co robię, i w pewnym momencie chciano mnie wręcz „usunąć” ze świata kolejowego.
Na szczęście trafiłem na fantastycznych ludzi, którzy mi pomogli. Dzięki nim przetrwałem trudny czas i dziś mogę robić to, co kocham. Ale trzeba się liczyć z tym, że jeśli się wyróżniasz, to prędzej czy później pojawią się osoby, które będą chciały Ci zaszkodzić.
Czy myślałeś o zrobieniu uprawnień do kierowania pociągami – jako kolejnego „poziomu” kariery?
Uprawnienia kierownika pociągu uzyskałem w 2018 roku, jeszcze w poprzedniej firmie. Nigdy jednak nie planowałem zmieniać nazwy mojego profilu – „Konduktor Przemek” to już marka sama w sobie.
Dla większości pasażerów konduktor i kierownik pociągu to właściwie to samo – dlatego nie chciałem mieszać i zmieniać nazwy.
Jeśli chodzi o „levele” – osiągnąłem już to, co chciałem: jestem konduktorem, kierownikiem pociągu i dyspozytorem. I to na razie w zupełności mi wystarczy.
Dziękujemy bardzo za rozmowę!
Życzymy Ci, Przemku, dalszych sukcesów zawodowych, nieustającej pasji i wielu bezpiecznych kilometrów na kolejowych szlakach!




