Witajcie! Naszym gościem jest dzisiaj człowiek, który od prawie 30 lat jest kierowcą autobusu w Miejskich Zakładach Autobusowych w Warszawie i jednocześnie pasjonat motoryzacji. Paweł Miąsko opowie Wam i nam o tym jak pięknie łączy pracę kierowcy z pasją kierowcy…
Rozmawia Aleksander Koch…
Historia Transportu Publicznego: Gościmy dzisiaj Pawła Miąsko, witaj! Zdradź nam, na samym wstępie, czym się obecnie zajmujesz zawodowo?
Paweł Miąsko: Dzień dobry. Jestem kierowcą autobusu komunikacji miejskiej, a mój pracodawca to warszawskie MZA.
HTP: Pytanie może z gatunku nudnych, ale muszę je zadać… dlaczego akurat MZA i kierowanie autobusami? Skąd się u Ciebie wziął taki pomysł na życie?
PM: Trudno to nazwać pomysłem na życie. 26 lat temu, kiedy zaczynałem pracę w MZA, mieliśmy bardzo duże bezrobocie i o pracę nie było łatwo. Widocznie jednak moje wykształcenie techniczne i znajomość Warszawy (wcześniej byłem taksówkarzem) sprawiło, że otrzymałem zatrudnienie w MZA. Z początku nie byłem przekonany do tej pracy, ale z czasem polubiłem ją. Codzienne obcowanie z motoryzacją, kontakt z ludźmi, obserwowanie jak funkcjonuje i jak zmienia się Warszawa – to lubię.

HTP: Wiem, że masz bardzo ciekawą pasję w swoim życiu. Powiesz Nam coś o niej więcej? Od jak dawna się tym zajmujesz?
PM: Na dzień dzisiejszy moją pasją jest samochód Fiat 125p, ale zainteresowanie motoryzacją wykazywałem już jako dziecko. Mój dziadek zawsze opowiadał, że spacery ze mną nie były łatwe. Kiedy zabierał mnie do ZOO, to pytał potem co mi się najbardziej podobało. Okazywało się, że nie był to słoń, czy żyrafa, a największe wrażenie zrobiły na mnie samochody parkujące przed ZOO. Pod koniec ubiegłego wieku samochody zaczęły się zmieniać. Mechanikę zaczęła zastępować elektronika, a przez to moja wiedza o tym jak działają nowe auta, okazała się być niewystarczająca. Ograniczyłem, więc swoje zainteresowania do motoryzacji klasycznej. A potem zaczęła się zabawa w sentymenty. W mojej młodości, większość samochodów z którymi miałem kontakt, została wyprodukowana w Polsce, więc skoncentrowałem się na samochodach polskich. To był czas, kiedy przestałem marzyć, a zacząłem działać. Nabyłem “malucha” z postanowieniem przywrócenia go do życia. Kiedyś pracowałem w warsztacie samochodowym i chciałem sprawdzić, czy jeszcze coś umiem. „Maluch” był tani, więc nawet jak się nie uda, to oddam go na złom. Dwa lata spawałem, lakierowałem, naprawiałem, ale udało się. I wtedy stało się coś dziwnego. Dawno temu miałem „maluchy” i wydawało mi się, że są całkiem wygodne, a ten jakiś mały był. Sprzedałem go i nawet zbyt wiele na nim nie straciłem. Ale ta przygoda nie mogła się tak skończyć. Skoro nie maluch, to może Polonez, albo duży Fiat. Trafił się Fiat, jest ze mną do dzisiaj i chyba nigdy go nie sprzedam. Równolegle do pasji motoryzacyjnej rozwijało się u mnie zainteresowanie rajdami samochodowymi, ale nie tymi współczesnymi, skrajnie skomercjalizowanymi. Kiedyś aby obejrzeć OS Karowa (w ramach rajdu „Barbórka” – przyp. red.) trzeba było przyjść wiele godzin wcześniej, niektórzy zajmowali miejsca na drzewach lub płotach, a atmosfera była kapitalna. Dzisiaj trzeba kupić bilet za przysłowiowe miliony, albo usiąść przed telewizorem i zapomnieć o atmosferze.

HTP: Dlaczego akurat taka tematyka? Co takiego spowodowało, że zainteresowałeś się tym? Czy wiąże się z tym jakaś historia z młodości, a może coś innego?
PM: Na pierwszą część pytania o tematykę i powody moich zainteresowań właściwie już odpowiedziałem. To teraz może powiem dlaczego właśnie ten egzemplarz Fiata stał się moją własnością.
Mam miłe wspomnienia z praktyk zawodowych, które jako młody chłopak, odbywałem w warszawskiej FSO. Pomyślałem sobie, że byłoby ciekawie gdyby okazało się, że auto, które kupię, już kiedyś przeszło przez moje ręce. Numer VIN, wiele nie powie, ale tajemnicze cyferki na tabliczce znamionowej już tak. Ja się na tym nie znam, więc zrobiłem zdjęcie tabliczki znamionowej i pokazałem je komuś kto umie to odczytać. Okazało się, że Fiat zjechał z taśmy produkcyjnej zakładu montażu nr 1, czyli tego w którym pracowałem, w dniu kiedy byłem w pracy. Pozostaje tylko kwestia, czy narodził się na mojej zmianie. Miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że tak. Kupiłem go. Okazało się, że był to dobry wybór, bo samochód był i jest wolny od korozji, był pojazdem jeżdżącym, jedynie wyglądał niezbyt dobrze. Prace przy nim były więc zupełnie inne niż przy maluszku. Malucha musiałem odbudować właściwie od podstaw, a przy dużym to właściwie kosmetyka i wymiana praktycznie całego przedniego zawieszenia. Poprzedni właściciel wjechał w jakiś kamień i auto straciło geometrię. Szybko poszło, Fiat jeździł i wyglądał jak złoto, więc postanowiłam że może uda się połączyć Fiata z moją drugą pasją, czyli rajdami. Oczywiście nie było i nigdy nie będzie mnie stać na to, żeby zbudować prawdziwą rajdówkę, ale na jakieś udoskonalenia pochodzące z rajdowych Fiatów mogę sobie pozwolić. Lata lecą, samochód jest ze mną już 15 lat, a ja cały czas mam nowe pomysły na niego i staram się je wprowadzać.
HTP: Czy Twoja pasja zabiera dużo prywatnego czasu, czy pochłania sporą ilość pieniędzy?
PM: Jeśli chodzi o czas to staram się poświęcać mu jak najwięcej czasu, ale mam przecież rodzinę, pracę i inne obowiązki. I to wszystko jest przed Fiatem. A on jest tylko przyjemnością. A z pieniędzmi jest podobnie. Fiat nie jest na pierwszym miejscu, ale potrafimy z żoną tak ustalić budżet domowy, że znajdzie się w nim miejsce na jakiś gaźnik, czy inny gadżet do Fiata.

HTP: Czy „chwalisz się” swoją pasją w internecie? Można Cię znaleźć np. w mediach społecznościowych?
PM: Fiata można obejrzeć na moim facebookowym profilu i właściwie tylko tam.
HTP: Czy jeździsz na zloty starych samochodów w Warszawie, w innych częściach Polski? Czy planujesz zarejestrować „Go” (w domyśle ……) jako pojazd zabytkowy?
PM: Tak. W miarę wolnego czasu staram się bywać na zlotach w Warszawie i okolicach. Najbardziej podobają mi się listopadowe spotkania pod bramą FSO, upamiętniające rozpoczęcie produkcji samochodów w fabryce, a także majowy rajd Poloneza. Również “Warkot” w Mińsku mazowieckim trzyma poziom. Kiedyś fajne spotkania odbywały się na torze FSO, ale dziś już toru nie ma i pozostają tylko wspomnienia. Jeśli chodzi o żółte tablice, to Fiat już takie posiada. Długo wzbraniałem się przed tym wydatkiem, ale dla świętego spokoju, aby nie mieć problemów z wjazdem do warszawskiej strefy czystego transportu, poddałem się.

HTP: Co w sobie ma ten pojazd, że pozwala człowiekowi „odpłynąć”, że pozwala wygrać ze smutkami, codziennością życia oraz stosem innych problemów? Czy nie jest to dla Ciebie pewien azyl, ucieczka od codzienności?
PM: Od problemów i smutków nie da się uciec nawet “rajdowym” Fiatem. Dla mnie moje hobby to sposób na wolny czas. Zobacz ile możliwości daje taki samochód. Możesz sobie coś naprawić lub ulepszyć w samochodzie, możesz pojechać na wycieczkę czy zlot, możesz spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Kiedyś wymyśliłem sobie, że kupię do Fiata drugą maskę silnika, pomaluję ją na czarno i będę się starał aby podpisywali się na niej ludzie, którzy kojarzą nam się z FSO i Fiatami 125p. Nie jest to proste, bo mówimy już o mocno starszych osobach. Ale już trochę autografów mam. A każdy podpis to spotkanie z ciekawym i supersympatycznym człowiekiem. Każdy miał coś ciekawego do powiedzenia. Kogo dzięki mojej pasji miałem przyjemność spotkać? Np. wieloletniego dyrektora FSO – Edwarda Pietrzaka. Rajdowych mistrzów – Roberta Muchę, Tomasza Ciecierzyńskiego, Macieja Stawowiaka. Na masce podpisał się również Andrzej Dąbrowski – większość kojarzy go jako piosenkarza ( “Mery En”, “Zielono mi”, “Do zakochania jeden krok”), ale pan Andrzej jest również fotografem, perkusistą jazzowym oraz kierowcą rajdowym. Był nawet wicemistrzem Polski i należał do FSO TEAM w czasach kiedy Fiat dominował na polskich trasach rajdowych. Jak więc widzisz, z Fiatem nie można się nudzić.
HTP: Jakie masz plany czy marzenia związane ze swoją pasją? Czy może chciałbyś przejechać np. rajd Koguta, może ZłomBol?
PM: Nie mam zbyt dalekich planów. Wiosna dopiero się zaczyna i na razie zaczynam przygotowywać auto do sezonu. Na początku kwietnia pewnie pojawię się na imprezie “Miasto budzi się”, a 3 maja na rajdzie Poloneza. A jeśli chodzi o marzenia to mam jedno drobne marzenie. Kiedy opowiadałem o masce mojego Fiata to mówiłem o rajdowych mistrzach, ktorzy na niej złożyli podpisy. Może zwróciłeś uwagę, że nie wspomniałem o największym mistrzu z tamtych lat, o Andrzeju Jaroszewiczu. Nie wspomniałem, bo jego autografu mi brakuje. Jakoś nigdy nie udało mi się go spotkać, więc gdyby wreszcie się udało to byłbym szczęśliwy. A może ktoś z czytelników ma jakiś kontakt z panem Andrzejem i mogłby mi pomóc?
HTP: Czy jakaś instytucja obecnie wspiera Twoją pasję?
PM: Nie i nigdy o to nie zabiegałem.
Pawle, bardzo dziękujemy, że poświęciłeś nam swój prywatny czas. Jesteśmy pod wrażeniem Twojej pasji oraz tego jak pięknie wygląda Twój Fiat. Jeśli tylko natrafimy na jakieś przedmioty, które mogą pomóc w utrzymaniu Twojego auta, od razu się z Tobą skontaktujemy. Trzymamy kciuki za Ciebie oraz za Twoje piękne auto.
Dziękujemy bardzo!
Zapraszamy Was na profil Pawła w social mediach, gdzie znajdziecie wiele zdjęć Fiata. Znajdziecie go tutaj… Paweł Miąsko







