Witamy Was w kolejnej odsłonie naszych wywiadów z ciekawymi i nietuzinkowymi ludźmi związanymi z transportem publicznym w Polsce.
Dzisiaj w serii „Człowiek z pasją” przed Wami Rafał Gajdan, znany w mediach społecznościowych jako @Szychta w ICkach, pokazujący Nam „od kuchni” pracę maszynisty pociągów pasażerskich.
Historia Transportu Publicznego: Kiedy zaczęła się Twoja pasja związana z transportem i pracą na kolei? Czy ktoś w Twojej rodzinie pracował w tej branży?
Rafał Gajdan: W dzieciństwie prawie każde wakacje spędzałem na Pomorzu zachodnim. Tam miałem wujka, który pracował na kolei w charakterze maszynisty. Zazwyczaj jeździł trakcją spalinową i obsługiwał pociągi po niezelektryfikowanych liniach. Czasem zabierał mnie na swoje kursy i chyba od tego momentu wszystko się zaczęło. Za każdym razem z podziwem i zaciekawieniem spoglądałem na funkcjonowanie kolei. Obsługa lokomotywy, zmieniający się krajobraz i satysfakcja, kiedy pociąg bezpiecznie kończył bieg. To jest to co w życiu chcę robić, pomyślałem. Kiedy nastał czas wyboru szkoły średniej, nie miałem już wątpliwości, że będzie to Technikum Kolejowe. Kilka lat nauki, trochę praktyk i nabyta w tym okresie wiedza okazała się bardzo pomocna. Później znalazłem pracodawcę, który przyjął mnie na dalsze szkolenie i po zaliczeniu wszystkich egzaminów uzyskałem uprawnienia pomocnika maszynisty trakcji spalinowej. W tamtych czasach droga „za nastawnik” wyglądała zupełnie inaczej. Obecnie stanowisko pomocnika nie istnieje, podział na poszczególne trakcje również. Teraz to wszystko odbywa się na innych zasadach i w dużo krótszym czasie.
HTP: Wiem, że jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Czy możesz Nam przybliżyć na czym polega Twoja aktywność i dlaczego wybrałeś tą drogę?
RG: Pomysł na profil zrodził się, kiedy zacząłem samodzielnie jeździć. Co prawda istniały już wtedy strony, prowadzone przez osoby związane z koleją, ale nie znalazłem żadnej, pokazującej pracę maszynisty w ruchu towarowym. Postanowiłem więc to wszystko zobrazować. Tak jak w każdym zawodzie są plusy i minusy. Jest sporo ludzi zainteresowanych tą branżą. Obserwując co publikuje , mogą w pewnym stopniu zobaczyć funkcjonowanie kolei z pozycji zwykłego pracownika. Dawniej nie było takich możliwości i człowiek polegał tylko na opowiadaniach innych osób. Dziś jest zupełnie inaczej, łatwiej. Dostaję sporo wiadomości z zapytaniami i zawsze staram się na wszystkie odpowiedzieć, bo wiem jakie to może być pomocne w dalszym wyborze ścieżki zawodowej. Od kilku lat jeżdżę w ruchu pasażerskim, ale poza zmianą barw firmowych i modyfikacji strony, koncepcja została ta sama. Długo myślałem nad nazwą, z którą bym się utożsamiał. Chciałem stworzyć coś swojego i niepowtarzalnego. Postanowiłem więc podkreślić region, w którym pracuję, jakim jest Górny Śląsk. Choć słowo „szychta” zazwyczaj kojarzy się typowo z kopalnią, tu u nas często używa się go, określając zwykłą zmianę roboczą. Kolejną częścią nazwy jest skrót przewoźnika u którego aktualnie jeżdżę.
HTP: Czy Twój obecny pracodawca wspiera Cię w działalności?
RG: Swój profil prowadzę niezależnie. Nigdy nie padły żadne propozycje od pracodawcy związane ze współpracą / promowaniem materiałów i z pewnością chciałbym żeby tak zostało. Moje posty pokazują perspektywę zwykłego maszynisty, nic tu nie jest „koloryzowane”. Tematy i przemyślenia są wybierane przez mnie osobiście i sądzę, że to właśnie podkreśla „oryginalność” strony.
HTP: Czy Twoja pasja zabiera dużo prywatnego czasu?
RG: W ostatnim czasie moim hobby stało się podróżowanie. Lubię odwiedzać nowe miejsca, a przy tym fotografować i filmować ciekawe rzeczy. Na To właśnie poświęcam większość prywatnego czasu. Czasem wskazane jest, choć na chwilę odciąć się od pracy i codzienności. Nie samą koleją człowiek żyje, tego zdania jestem.
HTP: Czy poza mediami społecznościowymi prowadzisz jakieś aktywności związane z koleją?
RG: W 2014 roku, po reaktywacji, zaczęła na nowo funkcjonować Parkowa Kolej Wąskotorowa w chorzowskim Parku Śląskim. Obsługiwana była taborem wąskotorowym o rozstawie szyn 785mm i zazwyczaj lokomotywą Lxd2, którą miałem okazję regularnie jeździć. Niestety po trzech latach kursy zostały zawieszone i do dziś nie ma perspektyw na przywrócenie ruchu. To było bardzo fajne doświadczenie, móc prowadzić pociągi mniejszych gabarytów. Obecnie nie uczestniczę w żadnych podobnych wydarzeniach.
HTP: Powiedz Nam, tak od siebie, co pięknego jest w kolei?
RG: Z perspektywy maszynisty są to z pewnością krajobrazy, których zwykły podróżny z okna wagonu nie widzi. Dodatkowo piękno wschodów i zachodów słońca. Obsługiwane przez nas trasy są różne. Choć często podobne, nie można tu mówić o monotonni. Jednego dnia jesteś w stolicy, innego w górach, a jeszcze innego w Wielkopolsce, czy na Dolnym Śląsku. Ulubiona trasa? Do Zakopanego. Rozciągający się widok Tatr podczas prowadzenia pociągu jest naprawdę niesamowity.
HTP: Czy, gdybyś miał możliwość wyboru, zmieniłbyś cokolwiek w swojej drodze zawodowej?
RG: Jestem w pełni usatysfakcjonowany z jej obecnego przebiegu. Początki w ruchu towarowym, obecnie w ruchu pasażerskim. W międzyczasie zdarzały się też jazdy i obsługa różnych bocznic kolejowych, na zakładach przemysłowych. Dawniej prowadziłem również pociągi po torach kolei piaskowych, obecnie w większości nieistniejących. Kilkanaście przeszłych i aktualnych autoryzacji na różne serie pojazdów. Lokomotywy spalinowe, elektryczne, manewrowe, spalinowe zespoły trakcyjne, elektryczne zespoły trakcyjne i dodatkowo we wcześniejszych latach możliwość prowadzenia lokomotywy wąskotorowej. Tabor się zmienia, technika się zmienia, więc myślę, że jeszcze wiele przede mną.
HTP: Jakie masz plany czy marzenia związane ze swoją pasją i pracą?
RG: W pracy realizuje się na bieżąco, a poza nią z pewnością chciałbym więcej podróżować kolejami zagranicznymi. Różne kategorie pociągów w danym kraju, różne ciekawe trasy. Jednym z benefitów pracowniczych (w wybranych firmach) jest możliwość otrzymania bezpłatnych biletów FIP na wybrane koleje zagraniczne. To bardzo fajna alternatywa na zwiedzanie europejskich krajów, właśnie tym środkiem transportu.
HTP: Czy masz w planach wydanie książki opisującej swoją pracę?
RG: Na chwilę obecną nie, chociaż w przyszłości niczego nie wykluczam. Miałem natomiast przyjemność opisania kilku swoich wspomnień zawodowych w książce pt. „Duszek Migawka zostaje maszynistą”, a które dokładnie fragmenty się w niej znalazły, pozostawiam do rozszyfrowania zainteresowanym.
HTP: Wiemy, że praca z ludźmi jest, z jednej strony ciekawa, ale ma też swoje ciemne strony. Czy te „ciemne strony” powodują, iż człowiek oddany swojej pracy zastanawia się czy to dalej ma sens? Jak sądzisz?
RG: Myślę, że wszystko zależy od charakteru. To prawda, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale w niejasnych sytuacjach zawsze trzeba znaleźć odpowiedni kompromis. Kolej to praca zespołowa. Maszyniści, dyżurni ruchu, drużyny konduktorskie, drużyny manewrowe, rewidenci, dyspozytorzy na różnych szczeblach, są to stanowiska bezpośrednio odpowiedzialne za wyprawienie i dalszą jazdę pociągu. Współpraca na każdym etapie jest bardzo ważna. Pomimo sporadycznych rozbieżności zdań, nie wpływa to w żadnym stopniu na przemyślenia zawarte w pytaniu.
HTP: Którą z lokomotyw prowadzi się, wg Ciebie, najprzyjemniej, a którą najgorzej?
RG: Nieubłaganie technika idzie do przodu i na torach pojawia się coraz więcej nowoczesnego taboru. Z perspektywy maszynisty znacząco poprawia się komfort prowadzonych pojazdów. Chociaż sentyment do niektórych maszyn starszego typu zostanie, zdecydowanie najprzyjemniej jeździ się nowszymi. Najlepsza lokomotywa według mnie? Jest ich kilka, chociaż w prywatnym rankingu góruje „Vectron”. Najgorzej natomiast obsługuje się jednokabinowe, tradycyjne lokomotywy serii SM31, SM42, ze względu na ograniczone pole widzenia. Podczas wykonywania manewrów, trzeba rozglądać się podwójnie. Kiedyś praca na nich była codziennością, kiedyś często prowadziły pociągi, dziś w większości zostały zastąpione zmodernizowanymi i jazda nimi wygląda zupełnie inaczej.
HTP: Czy miałeś możliwość prowadzenia starszych lokomotyw pasażerskich jak np. EP05, EU07 czy „Świnię”?
RG: Lokomotywy serii EU/EP07 są nadal dosyć popularne w naszym kraju i można je często spotkać na szlakach zarówno z pociągami pasażerskimi, jak i towarowymi. W parku taborowym PKP IC również jest ich sporo, dlatego trafiają mi się do jazdy regularnie. EP08 to bliźniacza seria. Poza większą prędkością konstrukcyjną (140km/h) niewiele różni się od „siódemki”. W ostatnim czasie EP08-001 zyskała historyczne barwy, co z pewnością czyni ją unikatową. Pewnie wielu z Was się zastanawia , lub w przeszłości głowiło, po co w środku „kierownica”, czy pociąg skręca? Otóż nie. To nastawnik jazdy, służący do regulowania mocy lokomotywy. Choć obsługa nie jest skomplikowana, tu coś zależy od Ciebie. W przeciwieństwie do tych nowoczesnych maszyn, to Ty w pełni sterujesz urządzeniami, nie komputer. To właśnie sprawia, że pojazdy starszego typu mają w sobie „to coś”, tą ukrytą duszę. EP05 na co dzień stacjonuje w Warszawie i prowadzi sporadycznie pociągi, ale z racji innego regionu, w którym pracuję, nie posiadam autoryzacji na tę lokomotywę.
HTP: Czy, wg Ciebie, lokomotywa EP09-046 powinna zostać jako czynny zabytek techniki kolejowej i okazjonalnie prowadzić pociągi jak zachowany „Czesio” z nr 23?
RG: Przyszłość lokomotyw EP09 jest już rzeczywiście przesądzona i w niedalekim czasie zakończą one regularne prowadzenie pociągów. Zostaną zastąpione zupełnie nowymi, produkowanymi na bieżąco. W tym momencie można je jeszcze spotkać na szlakach, choć coraz rzadziej. Zachęcam więc wszystkich do dokumentowania „Epok”, póki czynnie jeżdżą. PKP Intercity zadeklarowało zachowanie egzemplarza do celów historycznych. Czy będzie to EP09-046? Na chwilę obecną ciężko stwierdzić, ale jestem pełen nadziei, że zachowa ona, lub jeśli będzie to inny numer seryjny (w niebieskim malowaniu) zyska barwy fabryczne. Według mnie, przynajmniej jeden pojazd z każdej wycofywanej serii powinien zostać utrzymany w stanie czynnym, albo ocalony i odrestaurowany trafić do muzeum. W naszym kraju funkcjonuje kilka firm i stowarzyszeń, które regularnie w ciągu roku organizują różnego rodzaju przejazdy zabytkowym taborem, w większości po liniach niezelektryfikowanych i zapomnianych. Jest to świetna okazja, żeby choć na chwilę przenieść się w czasie i poczuć klimat dawnej kolei.
HTP: Dziękujemy bardzo za rozmowę.
Życzymy całą redakcją powodzenia w drodze zawodowej.






